Jesień, góry, Kotař, Zając… i już

Jesień na Praszywce

Niagara

O tym się nawet Zającowi nie śniło, a jednak …

Zając już dużo widział w swoim życiu. Zna się na podróżach, uwielbia poznawać nowe miejsca i ludzi, ale to, co zobaczył i gdzie był tym razem, przerosło jego wyobrażenia…

Czytaj resztę wpisu »

Rym rymowi nierówny, Zając też potrafi!

Pewnego razu, dnia słonecznego

Spotkał raz Zając ślimaka dużego.

Zdziwił się bardzo, że ślimak ma rogi,

przyjrzał się lepiej: A gdzie Ty masz nogi?!

Na co dzień zwykle trzymam je w skorupie,

pomyśl sam tyko, ślimak z nogami – to byłoby głupie.

Oszczędność jest duża: butów nie muszę kupować,

przecierać z kurzu ani impregnować.

Pieniądze, czas wolny – to mi pasuje,

lubię poszaleć, niczym się nie przejmuję.

Moja skorupa jest niezawodna,

w życiu nikomu bym jej nie oddał.

Dom zawsze blisko, gdzie byś nie poszedł

wygodne spanie, bo łóżko w nim noszę.

Skorupa na plecach u nas zawsze w modzie:

w lesie, na łące, nawet w gospodzie.

Tam się spotykam co piątek z kumplami,

żeby “na zdrowie” wznieść toast kuflami.

No i Zajączku rzecz najważniejsza – przed ludźmi mam się gdzie schować,

gdyby mnie chcieli na kolację podać.

W sałacie, czy w marynacie…

O nie! Zbyt cenię swe życie ślimacze. Czytaj resztę wpisu »

Totem

Idzie wiosna. To bardziej niż pewne, pąki na drzewach, przyleciały szpaki, trawa robi się coraz bardziej zielona, dzień jest dłuższy i ten zapach… Zając ma doskonały węch, może nos nie jest duży, ale swoje wie i wyczuje. Odkąd zrobiło się ciepło i wiosennie, Zając większość czasu spędza w ogrodzie. Ostatnio niewiele podróżuje. Sam nie lubi, ponieważ z natury jest szalenie rozmowny, uwielbia zawsze i wszędzie mieć możliwość podyskutowania na jakikolwiek temat z kimkolwiek, kogo chociaż trochę zna. Ludzie, z którymi zwykle jeździ w poszukiwaniu nowych, ciekawych miejsc są zajęci, ale już niedługo… Wiosną wszystko się zmieni, zaczną znowu podróżować, odkrywać to i tamto. Zając już się nie może doczekać. Póki co, nie traci czasu na bezczynne leniuchowanie, tylko działa. Parę dni temu oglądał w telewizji ciekawy program o Indianach. Zająca fascynują Indianie, ponieważ chodzą ciekawie ubrani, mają pióra na głowie, a do tego robią coś, czego nigdy wcześniej u nikogo nie widział… stawiają totemy. Każdy totem jest inny, bardziej lub mniej kolorowy. Zając do końca nie rozumie, jaki jest sens stawiania tych totemów, dlaczego się je robi i przed czym mają chronić lub w czym pomagać, ale wie, że totem to coś bardzo osobistego i specyficznego. Każdy jest jedyny i niepowtarzalny. Zając mieszka w domu z dużym ogrodem, ludzie ostatnio ścięli w nim kilka niepotrzebnych gałęzi, które teraz leżą na trawie i czekają nie wiadomo na co. Zając ma genialny pomysł, skoro Indianie robią sobie totemy, dlaczego on – Zając – nie może sobie też takiego ustrugać. Totem nie totem, ale warto mieć coś swojego w ogrodzie. Doskonała myśl! Zając nigdy wcześniej niczego nie rzeźbił, ale przejrzał kilka poradników i wiedział, że wystarczy tylko znaleźć odpowiedni kawałek drzewa, wziąć jakieś ostre narzędzie i żłobić w nim kształty, jakie tylko przyjdą do głowy. Zając zabrał się do roboty. Z drzewem nie było problemu, wybrał stosowny kawałek z niepotrzebnych gałęzi, które leżały w trawie. Poszedł do warsztatu, zabrał piłkę, śrubokręt, nożyk i wziął się do roboty. Wystrugał głowę, wyciął ramiona, włosy, oczy… zajęło mu to ładnych parę godzin, ale efekt był nieziemski. Z kawałka drewna wyszła Zającowi niezwykła postać, totem, jego osobista rzeźba, która miała go przed czymś chronić i coś znaczyć. Zając był bardzo dumny ze swojego dzieła. Postanowił, że tak jak to się robi z każdym prawdziwym totemem, wbije rzeźbę do ogrodu na specjalnie wybranym miejscu. Będzie ją chodził podziwiać, czasem może z nią porozmawiać, a jak trzeba będzie to i poprosi o radę, bo słyszał, że z totemami można sobie opowiadać. Zając słyszał, że żeby totem miał właściwości magiczne, trzeba przed wbiciem go do ziemi, śpiewać specjalne pieśni i wypowiadać jakieś tajemnicze słowa. Nie do końca rozumiał, co to ma być i jak to ma wyglądać, ale stwierdził, że wystarczy się bardzo postarać i na pewno osiągnie to, co trzeba. Pomyślał, że totem będzie jeszcze bardziej magiczny, jak wszystkie te ceremonie zrobi w czyimś towarzystwie. Ponieważ nie chciał angażować w to ludzi, poprosił o pomoc zaprzyjaźnionego kota. Postawili rzeźbę w pokoju na specjalnym miejscu, poczekali aż słońce odpowiednio ją podświetli i wyśpiewali wszystkie możliwe piosenki, które znali. Potem z podniesionymi łapami ślubowali, że na zimę będą rzeźbę chować w ciepłe i suche miejsce żeby nie zgniła i będą ogólnie o nią dbali. Po wszystkich rytuałach Zając poszedł do ogrodu postawić swoje dzieło w wybranym miejscu. Kolega kot obserwował sytuację przez okno, ponieważ On, w przeciwieństwie do Zająca, nie lubi wychodzić z domu, zwłaszcza do ogrodu. Trwało to ze dwie godziny nim rzeźba stanęła tak, jak powinna, piękna i ogromna, z wyższością patrząca na Zająca. Duże nigdy w przyrodzie nie zginie, pomyślał Zając.

dsc02939.jpg

dsc02936.jpg

dsc02940.jpg

dsc02941.jpg

dsc02920.jpg

dsc02930.jpg

dsc02934.jpg

dsc02916.jpg

dsc02917.jpg

dsc02926.jpg

dsc02924.jpg

dsc02925.jpg

Samolot

Luty. Śnieg, na który czeka Zając nie chce spaść. Bałwany, sanna, inne atrakcje zimowe to tylko wspomnienia. Zając czuje się nieco zawiedziony tym faktem, jednak optymizm go nie opuszcza i postanawia znaleźć sobie zajęcie stosowne do pogody. Skoro śnieg nie może przyjść do niego, on Zając spróbuje go odnaleźć i wyjść mu naprzeciw. Może jak już go znajdzie i ładnie poprosi to śnieg spadnie i sprawi radość nie tylko Zającowi, ale również innym. Zając nigdy nie wnikał w zjawiska atmosferyczne, nie interesowało go skąd się bierze grad, piorun, czy wiatr. Śnieg to co innego, dzięki niemu można się dobrze bawić, jest czysty, puszysty, wszyscy go lubią. Co zrobić żeby znowu spadł? Chociaż na parę dni żeby było biało i przyjemnie. Zając jest pewien jednego – śnieg powstaje w chmurach. Płatki śniegu mają długą drogę do przebycia nim spadną na Ziemię, więc żeby umilić sobie podróż zmieniają po drodze kształty, dzięki czemu każdy płatek, który spada, jest zupełnie inny i ma niepowtarzalny kształt. Zając próbował kiedyś nawet kolekcjonować płatki śniegu. Zbierał je specjalną łopatką i wkładał do przygotowanego przez siebie pudełka, które trzymało stałą, niską temperaturę. Niestety pudełko po jakimś czasie zaczęło przeciekać, wszystkie płatki się roztopiły i cała kolekcja zmieniła się w wodę, która przeciekła na podłogę i zniszczyła jedynie dywan. Zając od kilku dni siedział w domu i trochę się nudził. Postanowił zrobić coś przyjemnego, może nieco szalonego, coś innego niż zwykle. Nie wiedział jeszcze co to będzie, ale czuł, że to będzie wielka rzecz. W niedzielę, jak co tydzień, obudził się wcześnie, przeciągnął się leniwie w łóżku, wstał i podszedł do okna. Nie wierzył własnym oczom, zamiast wiosennej atmosfery, do której się ostatnio przyzwyczaił, zobaczył szron na drzewach, wiało chłodem, było prawie zimowo. Dzisiaj jest odpowiedni dzień, pomyślał Zając, na zrobienie wielkiej rzeczy. Pobiegł natychmiast do ogrodu, nie zjadł nawet śniadania, szkoda mu było na to czasu, bał się, że szron mu zniknie. Szron to już coś, może nie jest tak cenny jak śnieg, ale od niego przecież zaczyna się zima. Zając skakał po krzakach, biegał po trawie, wchodził wszędzie tam, gdzie było dużo szronu. Wiedział, że to dobry moment żeby wyjść śniegowi naprzeciw, polecieć w chmury. Był tylko jeden problem, zające nie mają skrzydeł i nie potrafią latać. Zając pamięta, jak w zeszłym roku latem, próbował wznieść się na baloniku odpustowym, niestety nie potrafił nim dobrze sterować, balon zahaczył o przypadkową gałąź i Zając spadł na ziemię. Potłukł się wtedy dotkliwie. Tym razem postanowił polecieć czymś mocniejszym, pewniejszym i twardszym. Samolot – to jest myśl! Zając nie zna się na maszynach latających, ale wie, że samolot żeby poleciał, musi mieć skrzydła i śmigło. Przeszukał ogród, piwnice i warsztat, dzięki czemu znalazł kila potrzebnych mu części. Opanował obsługę kilku maszyn i narzędzi, dzięki którym znalezione przez niego materiały nabrały odpowiednie kształty. Śrubki i uszczelki pożyczył od sąsiada. Pracował kilka godzin. W końcu zbudował to, na czym tak bardzo mu zależało – piękny śmigłowiec, z miejscem na jednego pasażera, stanął w ogrodzie przygotowany do startu. Zając spakował do torby najpotrzebniejsze rzeczy i przygotował się do wylotu. Leci w chmury poszukać śniegu, porozmawia z nim grzecznie, zabierze mu drobny upominek i poprosi go żeby spadł do ogrodu Zająca. Zając ciągle ma nadzieję, że jeszcze tej zimy ulepi bałwana i pojeździ na sankach.

dsc02865.jpg

dsc02866.jpg

dsc02881.jpg

dsc02894.jpg

dsc02877.jpg

dsc02876.jpg

dsc02878.jpg

 

Gdzie te antyki?

Zima, na którą z utęsknieniem czeka Zając nie nadchodzi. Na drzewach pąki, ptaki ćwierkają radośniej, słońce mocniej grzeje, czuć w powietrzu wiosnę. Warunki atmosferyczne mają duży wpływ na zajęczaki. O tej porze stają się one bardziej aktywne. Szukają sobie nowego towarzystwa, partnerów, czegoś lepszego do jedzenia i wygodniejszego do spania. Zając szanuje przyzwyczajenia krewnych, jednak sam ma nieco inne potrzeby. Ma gdzie spać, co jeść, na brak towarzystwa też ostatnio nie narzeka. Jest zadowolony ze swojego życia. Nie chce jednak zupełnie odbiegać od swoich krewnych. Skoro nadeszła pora poszukiwań on – Zając, też będzie czegoś szukał. Nie znosi kiedy potem na rodzinnych spotkaniach wytykają go palcem za dziwactwa i nietypowe zainteresowania. Antyki – to słowo chodzi za Zającem od dłuższego czasu. Słyszał w jakiejś audycji radiowej reportaż o poszukiwaczach antyków. Nie był do końca pewien czym te antyki są i jak je rozpoznać, ale wiedział, że to coś starego i każdy może na nie trafić, trzeba tylko dobrze szukać, bo mogą być wszędzie. Wrodzona chęć do poszukiwań i duży optymizm Zająca (w ostatnim czasie) sprawiły, że błyskawicznie zabrał się do roboty. Przeszukał strych, jednak poza paroma pajęczynami i starymi kartonowymi pudłami niczego ciekawego nie znalazł. Pobiegł do piwnicy, ale nie czuł się w niej pewnie, bo była mokra i ciemna. Postanowił przeszukać ogród. Pogoda wymarzona do takich zadań: ciepło, bez śniegu, wszystko dobrze widać. Sporo czasu stracił nim w końcu coś znalazł… nie wiadomo co to ani do czego służy, ale wygląda zdecydowanie na stare. To musi być antyk! Zając tak przejął się znaleziskiem i myślą, gdzie je wstawi w swoim pokoju, że nie zauważył, że to, co znalazł to tylko kupa złomu…

dsc02835.jpg

dsc02832.jpg

dsc02836.jpg

dsc02840.jpg

dsc02843.jpg

dsc02845.jpg

dsc02846.jpg

 

 

 

 

 

Zimowe marzenia

Styczeń. Zima. Teoretycznie zima, bo praktycznie nie do końca wiadomo, co to jest. Z tego, co pamięta Zając zima kojarzy się z mrozem i śniegiem. Zając słyszał co nieco o zmianie klimatu, o globalnym ociepleniu jednak nie do końca ma ochotę pogłębiać swoją wiedzę w tej dziedzinie. Jedno jest pewne, śnieg który powinien teraz leżeć gdzieś się schował, zniknął i nie można robić tego, co zwykle robi się, kiedy ten śnieg właśnie jest. Zając uwielbia zimowe zabawy: tropienia śladów na śniegu, lepienie bałwana, co tylko przyjdzie mu do głowy, budowanie igloo, sporty zimowe itd. itp. Największą frajdę sprawia mu jednak zjeżdżanie na sankach, bez sanek. Tak, tak, bez sanek, ponieważ Zając nie zarabia, nie stać go na sanki i jak na razie nikt nie zechciał mu ich podarować z okazji jakiejkolwiek, bo przecież na prezenty każda okazja jest dobra. Ciągle ma nadzieję, że kiedyś będzie miał swoje własne, póki co jeździ na czym się da, najczęściej na własnym tyłku, bo zawsze ma go przy sobie. Zając czasami miewa też optymistyczne myśli i wierzy, że luty będzie bardziej zimowy i jednak spadnie znowu trochę śniegu, tak jak to kiedyś było. Wtedy, pamięta dobrze, zabawa była przednia!

dsc02183.jpg

dsc02185.jpg

dsc02187.jpg

dsc02189.jpg

dsc02190.jpg

 

 

 

 

W poszukiwaniu straconego czasu

Postanowiłam spojrzeć na nasz kraj bardziej przychylnym okiem, dostrzegać to co ładne, nie krytykować tego, co przeraża i sprawia, że ma się ochotę stąd uciec. Lubię zamki, zwłaszcza ruiny, a tego u nas nie brakuje. Owszem, u sąsiadów więcej i ładniejsze nawet, ale co tam, trzeba się skupić na naszych, bo przecież mam chwalić, a nie komentować. No więc do dzieła, w zeszłym roku trochę pojeździłam i co znalazłam? Miejsca bardziej lub mniej znane wszystkim, ale na pewno warte uwagi.

hpim3065.jpg

Ruiny pałacu Cystersów w Rudach

p1100320.jpg

Ruiny zamku w Siewierzu

p1100416.jpg

p1100409.jpg

Ogrodzieniec

p1100524.jpg

p1100541.jpg

Rabsztyn

p1080180.jpg

p1080210.jpg

Zamek Lipowiec w Babicach

p1090771.jpg

Pałac Lichnowskich w Krzyżanowicach

p1090798.jpg

Brama wjazdowa

p1090801.jpg

p1090802.jpg

Ruiny zamku w Tworkowie

p1090852.jpg

p1090869.jpg

Ruiny zamku w Łubowicach

p1090927.jpg

p1090968.jpg

Ruiny pałacu w Sławikowie

p1090993.jpg

Ruiny kaplicy cmentarnej w Sławikowie

p1100298.jpg

p1100271.jpg

Zamek w Pszczynie

dsc02758.jpg

dsc02769.jpg

Wawel

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

« Starsze wpisy