Samolot

Luty. Śnieg, na który czeka Zając nie chce spaść. Bałwany, sanna, inne atrakcje zimowe to tylko wspomnienia. Zając czuje się nieco zawiedziony tym faktem, jednak optymizm go nie opuszcza i postanawia znaleźć sobie zajęcie stosowne do pogody. Skoro śnieg nie może przyjść do niego, on Zając spróbuje go odnaleźć i wyjść mu naprzeciw. Może jak już go znajdzie i ładnie poprosi to śnieg spadnie i sprawi radość nie tylko Zającowi, ale również innym. Zając nigdy nie wnikał w zjawiska atmosferyczne, nie interesowało go skąd się bierze grad, piorun, czy wiatr. Śnieg to co innego, dzięki niemu można się dobrze bawić, jest czysty, puszysty, wszyscy go lubią. Co zrobić żeby znowu spadł? Chociaż na parę dni żeby było biało i przyjemnie. Zając jest pewien jednego – śnieg powstaje w chmurach. Płatki śniegu mają długą drogę do przebycia nim spadną na Ziemię, więc żeby umilić sobie podróż zmieniają po drodze kształty, dzięki czemu każdy płatek, który spada, jest zupełnie inny i ma niepowtarzalny kształt. Zając próbował kiedyś nawet kolekcjonować płatki śniegu. Zbierał je specjalną łopatką i wkładał do przygotowanego przez siebie pudełka, które trzymało stałą, niską temperaturę. Niestety pudełko po jakimś czasie zaczęło przeciekać, wszystkie płatki się roztopiły i cała kolekcja zmieniła się w wodę, która przeciekła na podłogę i zniszczyła jedynie dywan. Zając od kilku dni siedział w domu i trochę się nudził. Postanowił zrobić coś przyjemnego, może nieco szalonego, coś innego niż zwykle. Nie wiedział jeszcze co to będzie, ale czuł, że to będzie wielka rzecz. W niedzielę, jak co tydzień, obudził się wcześnie, przeciągnął się leniwie w łóżku, wstał i podszedł do okna. Nie wierzył własnym oczom, zamiast wiosennej atmosfery, do której się ostatnio przyzwyczaił, zobaczył szron na drzewach, wiało chłodem, było prawie zimowo. Dzisiaj jest odpowiedni dzień, pomyślał Zając, na zrobienie wielkiej rzeczy. Pobiegł natychmiast do ogrodu, nie zjadł nawet śniadania, szkoda mu było na to czasu, bał się, że szron mu zniknie. Szron to już coś, może nie jest tak cenny jak śnieg, ale od niego przecież zaczyna się zima. Zając skakał po krzakach, biegał po trawie, wchodził wszędzie tam, gdzie było dużo szronu. Wiedział, że to dobry moment żeby wyjść śniegowi naprzeciw, polecieć w chmury. Był tylko jeden problem, zające nie mają skrzydeł i nie potrafią latać. Zając pamięta, jak w zeszłym roku latem, próbował wznieść się na baloniku odpustowym, niestety nie potrafił nim dobrze sterować, balon zahaczył o przypadkową gałąź i Zając spadł na ziemię. Potłukł się wtedy dotkliwie. Tym razem postanowił polecieć czymś mocniejszym, pewniejszym i twardszym. Samolot – to jest myśl! Zając nie zna się na maszynach latających, ale wie, że samolot żeby poleciał, musi mieć skrzydła i śmigło. Przeszukał ogród, piwnice i warsztat, dzięki czemu znalazł kila potrzebnych mu części. Opanował obsługę kilku maszyn i narzędzi, dzięki którym znalezione przez niego materiały nabrały odpowiednie kształty. Śrubki i uszczelki pożyczył od sąsiada. Pracował kilka godzin. W końcu zbudował to, na czym tak bardzo mu zależało – piękny śmigłowiec, z miejscem na jednego pasażera, stanął w ogrodzie przygotowany do startu. Zając spakował do torby najpotrzebniejsze rzeczy i przygotował się do wylotu. Leci w chmury poszukać śniegu, porozmawia z nim grzecznie, zabierze mu drobny upominek i poprosi go żeby spadł do ogrodu Zająca. Zając ciągle ma nadzieję, że jeszcze tej zimy ulepi bałwana i pojeździ na sankach.

dsc02865.jpg

dsc02866.jpg

dsc02881.jpg

dsc02894.jpg

dsc02877.jpg

dsc02876.jpg

dsc02878.jpg

 

1 komentarz

  1. kobietapracujaca powiedział

    luty 12, 2008 @ 3:03 am

    Hmm, to moze Zajac tym wspanialym samolotem przelecialby sie tutaj, sniegu u nas dosyc, az za duzo, do tego mroz trzaskajacy, czyli wszelkie objawy solidnej zimy. Mysle ze jakby mu troche uszka pomarzly, jak tutejszym stworzeniom, to odechcialoby mu sie zimy i bylby szczesliwy z kazdego dnia z dodatnia temperatura…. No ale jak mu tak zalezy to mu powodzenia zycze ;)


Napisz komentarz