Idzie wiosna. To bardziej niż pewne, pąki na drzewach, przyleciały szpaki, trawa robi się coraz bardziej zielona, dzień jest dłuższy i ten zapach… Zając ma doskonały węch, może nos nie jest duży, ale swoje wie i wyczuje. Odkąd zrobiło się ciepło i wiosennie, Zając większość czasu spędza w ogrodzie. Ostatnio niewiele podróżuje. Sam nie lubi, ponieważ z natury jest szalenie rozmowny, uwielbia zawsze i wszędzie mieć możliwość podyskutowania na jakikolwiek temat z kimkolwiek, kogo chociaż trochę zna. Ludzie, z którymi zwykle jeździ w poszukiwaniu nowych, ciekawych miejsc są zajęci, ale już niedługo… Wiosną wszystko się zmieni, zaczną znowu podróżować, odkrywać to i tamto. Zając już się nie może doczekać. Póki co, nie traci czasu na bezczynne leniuchowanie, tylko działa. Parę dni temu oglądał w telewizji ciekawy program o Indianach. Zająca fascynują Indianie, ponieważ chodzą ciekawie ubrani, mają pióra na głowie, a do tego robią coś, czego nigdy wcześniej u nikogo nie widział… stawiają totemy. Każdy totem jest inny, bardziej lub mniej kolorowy. Zając do końca nie rozumie, jaki jest sens stawiania tych totemów, dlaczego się je robi i przed czym mają chronić lub w czym pomagać, ale wie, że totem to coś bardzo osobistego i specyficznego. Każdy jest jedyny i niepowtarzalny. Zając mieszka w domu z dużym ogrodem, ludzie ostatnio ścięli w nim kilka niepotrzebnych gałęzi, które teraz leżą na trawie i czekają nie wiadomo na co. Zając ma genialny pomysł, skoro Indianie robią sobie totemy, dlaczego on – Zając – nie może sobie też takiego ustrugać. Totem nie totem, ale warto mieć coś swojego w ogrodzie. Doskonała myśl! Zając nigdy wcześniej niczego nie rzeźbił, ale przejrzał kilka poradników i wiedział, że wystarczy tylko znaleźć odpowiedni kawałek drzewa, wziąć jakieś ostre narzędzie i żłobić w nim kształty, jakie tylko przyjdą do głowy. Zając zabrał się do roboty. Z drzewem nie było problemu, wybrał stosowny kawałek z niepotrzebnych gałęzi, które leżały w trawie. Poszedł do warsztatu, zabrał piłkę, śrubokręt, nożyk i wziął się do roboty. Wystrugał głowę, wyciął ramiona, włosy, oczy… zajęło mu to ładnych parę godzin, ale efekt był nieziemski. Z kawałka drewna wyszła Zającowi niezwykła postać, totem, jego osobista rzeźba, która miała go przed czymś chronić i coś znaczyć. Zając był bardzo dumny ze swojego dzieła. Postanowił, że tak jak to się robi z każdym prawdziwym totemem, wbije rzeźbę do ogrodu na specjalnie wybranym miejscu. Będzie ją chodził podziwiać, czasem może z nią porozmawiać, a jak trzeba będzie to i poprosi o radę, bo słyszał, że z totemami można sobie opowiadać. Zając słyszał, że żeby totem miał właściwości magiczne, trzeba przed wbiciem go do ziemi, śpiewać specjalne pieśni i wypowiadać jakieś tajemnicze słowa. Nie do końca rozumiał, co to ma być i jak to ma wyglądać, ale stwierdził, że wystarczy się bardzo postarać i na pewno osiągnie to, co trzeba. Pomyślał, że totem będzie jeszcze bardziej magiczny, jak wszystkie te ceremonie zrobi w czyimś towarzystwie. Ponieważ nie chciał angażować w to ludzi, poprosił o pomoc zaprzyjaźnionego kota. Postawili rzeźbę w pokoju na specjalnym miejscu, poczekali aż słońce odpowiednio ją podświetli i wyśpiewali wszystkie możliwe piosenki, które znali. Potem z podniesionymi łapami ślubowali, że na zimę będą rzeźbę chować w ciepłe i suche miejsce żeby nie zgniła i będą ogólnie o nią dbali. Po wszystkich rytuałach Zając poszedł do ogrodu postawić swoje dzieło w wybranym miejscu. Kolega kot obserwował sytuację przez okno, ponieważ On, w przeciwieństwie do Zająca, nie lubi wychodzić z domu, zwłaszcza do ogrodu. Trwało to ze dwie godziny nim rzeźba stanęła tak, jak powinna, piękna i ogromna, z wyższością patrząca na Zająca. Duże nigdy w przyrodzie nie zginie, pomyślał Zając.












kw powiedział
luty 28, 2008 @ 4:04 am
Ależ ten zając się rozszalał wiosennie… Niestety do Kanady wiosna chyba zgubiła drogę… W lutym w Toronto spadło najwięcej śniego od stu lat a temperatury nie zachęcają do poszukiwań wiosny. Dzisiaj jest minus 17′, wieje przeraźliwie zimny wiatr i nawet psy nie chcą wychodzić na spacer….
PS. Uwaga/prośba techniczna do zająca: może odpowiednie zdjęcia mogłyby zdobić odpowiadające im paragrafy?